ZAKAZ HANDLU W NIEDZIELE Tak, ale dla wszystkich i wszędzie Dla nas najistotniejsza nie jest kwestia dodatkowego obrotu, który niewątpliwie występuje przy prowadzeniu sprzedaży przez cały week-end, ale sposób w jaki wprowadzany jest zakaz handlu w supermarketach w niedzielę. Zakaz powinien być przedmiotem swoistej umowy społecznej, gdzie większość, czyli konsumenci, zgodzi się na rzecz dobra mniejszości - pracowników handlu zrezygnować z wygody jaką jest niewątpliwie możliwość czynienia zakupów bez ograniczeń czasowych. Taka umowa społeczna poprzedzona odpowiednią debatą powinna być przedmiotem ustawy sejmowej, a nie być wprowadzana kuchennymi drzwiami na podstawie naciąganych przepisów. Jesteśmy za zakazem handlu w niedziele, jeśli taka będzie wola większości konsumentów. Na razie sondaże wskazują, że tak nie jest. Długa więc praca dla tych co chcą przekonać społeczeństwo, że nie uszczęśliwiają go na siłę. Jesteśmy za zakazem, ale dla wszystkich i wszędzie. Jesteśmy przeciw zakazowi, który uprzywilejowałby jedne podmioty gospodarcze, bo polskie i małe w stosunku do innych, bo duże i pochodzenia zagranicznego. Czy pracownicy małych i polskich są gorsi od pracowników dużych i pochodzenia zagranicznego? Jesteśmy przeciw zakazowi, który obowiązywałby w zależności od tego gdzie prawica, czy lewica, cokolwiek te pojęcia znaczą dziś w Polsce, ma większość. Czy np. pracownicy Auchan w Piasecznie, czy Geant W Jankach nie zasługują na wolną niedzielę, a ci, którzy pracują w marketach w Warszawie już zasługują? Debata, o której mowa na początku tekstu nie może zgubić z oczu faktu, że jeśli jej wynik przesądziłby o zakazie, to nie pozostałoby to bez wpływu na zatrudnienie. Jak łatwo policzyć cztery niedziele w miesiącu, to więcej niż 10% pracy świadczonej przez pracowników w ciągu miesiąca. To 10% mniej kasjerek, ekspedientek, pracowników wykładających towar na półki. W skali kraju to już spora liczba utraconych miejsc pracy. Dlatego dziwi w tej krucjacie udział ruchu mającego w swej nazwie obronę bezrobotnych.